Polska psychiatria w depresji

Polska psychiatria w depresji

Z nakładów finansowych NFZ tylko 3,5 proc. przeznacza się na psychiatrię. W Unii Europejskiej normą jest 5–6 proc. Niedofinansowanie to ogromny problem, a sytuację tę chcą zmienić organizatorzy I Kongresu Zdrowia Psychicznego.

W Polsce co roku w wyniku samobójstwa umiera około 6 tysięcy ludzi. To więcej, niż ginie w wyniku wypadków drogowych. Jesteśmy w czołówce krajów o największej liczbie samobójstw w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców. Gorzej jest m.in. w Rosji, Białorusi i Japonii. Prób samobójczych częściej dokonują kobiety, ale to mężczyźni 4 razy częściej umierają w wyniku samobójstwa, bo wybierają bardziej gwałtowne metody odbierania sobie życia.

Umrzeć

Anna nie podaje konkretnych powodów dlaczego. Widocznie nie chce. A może nie ma – jak to bardzo często bywa – jednego konkretnego powodu, lecz splot wielu przyczyn… Od genetycznych, poprzez ekonomiczne (bieda), po środowiskowe (wsparcie bliskich, uzależnienia, umiejętności pozwalające radzić sobie ze stresem itd.). Najpierw trafiła na oddział zamknięty, teraz jest na otwartym. – Zamknięty to był koszmar. Traktowali mnie jak zwierzę – mówi. Nie chce powiedzieć, jak konkretnie. Zdiagnozowano u niej ciężką depresję, z której powoli wychodzi. Chorobę wyzwoliła śmierć małej córeczki. – Miałam wrażenie, że to moja wina. Miałam już dość. Terapia i leki pomagają. To była jej pierwsza próba samobójcza w życiu. Miejmy nadzieję, że ostatnia.

Tempo naszego życia i związany z tym stres, płytkość relacji międzyludzkich, ciągła walka o pozycję, o środki na przeżycie… Jeśli nie jesteśmy wybrańcami losu, współczesna cywilizacja stwarza nam, szaraczkom, ciężkie warunki życia. Załamania nerwowe, kryzysy psychiczne to w pewnym sensie próby dostosowania się do tej sytuacji. To powiedzenie, że ma się już dość i żeby dano nam święty spokój. Statystyki mówią o 1,5 mln Polaków, którzy są dotknięci depresją. Na świecie to 350 milionów ludzi. Tylko połowa się leczy. Po bólach kręgosłupa, anemii i chorobach płuc to czwarta najczęściej występująca przypadłość na naszej planecie.

Program jest, nie ma wykonania

Najbardziej przerażający jest wzrost liczby samobójstw w Polsce w latach 2011–2015: o blisko 60 proc.! I to w trakcie funkcjonowania pierwszego Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego (NPOZP). Specjaliści twierdzą, że to bardzo dobry i nowoczesny program rozwoju opieki psychiatrycznej. Gorzej jednak z wykonaniem. Potwierdziła to Najwyższa Izba Kontroli, określając wykonanie programu jako fiasko. Porażka programu wynikała z niskiego poziomu finansowania oraz złej organizacji polskiej psychiatrii. NPOZP zakładał odejście od leczenia „izolacyjnego” (bliskie podejściu rodem z XIX wieku, gdzie chorych należało umieścić jak najdalej od miast i siedzib ludzkich) i wdrożenie leczenia środowiskowego, które nie dość, że jest bardziej przyjazne dla pacjentów i ich rodzin, to jeszcze bardziej skuteczne i w dodatku tańsze.

Gdy w szpitalu jest za mało pracowników, personel radzi sobie z pacjentami w sposób najprostszy, na przykład przywiązuje ich pasami. Wiele chorób by się nie rozwinęło, gdyby zagrożeni mogli się dostać do szpitala od razu. A normą jest, niestety, kilkumiesięczne oczekiwanie.

Bez pieniędzy

Wielką rolę w programie miały odegrać Centra Zdrowia Psychicznego. Za ich utworzenie miały odpowiadać samorządy, jednak nie otrzymały one odpowiedniego finansowania, ponieważ Ministerstwo Zdrowia nie ustaliło zasad finansowania i tworzenia nowego modelu psychiatrii środowiskowej. Z zaplanowanego miliona złotych na realizację programu resort zdrowia wydał 114 tys. zł. W 2015 roku – dzięki akcji w mediach społecznościowych – udało się zapobiec likwidacji NPOZP. Teraz trzeba zawalczyć o jego realizację. Jedną z pierwszych prób zmiany sytuacji jest zorganizowanie pierwszego Kongresu Zdrowia Psychicznego, który odbędzie się 8 maja 2017 r. w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Spotka się na nim blisko tysiąc osób, którym leży na sercu dobro opieki psychiatrycznej. Ich najważniejsze postulaty to zabieganie o profilaktykę zdrowia poprzez promocję zdrowia psychicznego, promocja NPOZP, rozwój współpracy humanistyki z psychiatrią oraz podzielenie się doświadczeniem ruchów samopomocowych. Po kongresie odbędzie się „Marsz godności”, którego uczestnicy przejdą pod Ministerstwo Zdrowia i wręczą jego przedstawicielom swoje postulaty. (Kongres Zdrowia Psychicznego jest inicjatywą społeczną: zbierane są pieniądze na jego organizację przez zbiórkę internetową: https://zrzutka.pl/kongres-zdrowia-psychicznego).

Nie ma wyjątków

Katarzyna Szczerbkowska jest dziennikarką. Pełni także funkcję rzeczniczki prasowej Kongresu. Od 9 lat choruje na schizofrenię. „Każdy z was, kto widział mnie w szpitalu, a było tych osób sporo, wie, że wyglądało to słabo, że zapowiadało się na to, że to już koniec dawnej mnie. Nie mówiłam, a jeśli już mówiłam, to były to dziwne rzeczy. Nawet nie wiedziałam, kim jestem. Wielu z was widziało mnie przypiętą do łóżka pasami. Musiałam być przypięta, bo karmiono mnie kroplówką i była obawa, że zanurzona w świecie absurdalnych wizji, wyrwę sobie wenflon” – pisała o swoim pobycie w Instytucie Psychiatrii i Neurologii przy ul. Sobieskiego w Warszawie. Jej odważna postawa pokazuje – bo to naprawdę dla wielu z nas nie jest takie oczywiste – że ta choroba może dotknąć każdego.

Tu jest raj?

W jednym z reportaży tak pisała o warunkach panujących na oddziale w „prestiżowym” przecież szpitalu w stolicy: „Na 35 pacjentów przypada jedna łazienka, farba łuszczy się ze ścian, wszystko jest zardzewiałe, w salach upycha się tyle łóżek, ile tylko da się zmieścić, toalety są w opłakanym stanie, nowi i najbardziej pobudzeni pacjenci leżą na korytarzach, w powietrzu unosi się nieprzyjemny zapach (…). Ja spałam w palarni”. Po tym i innych tekstach udało się wreszcie wyremontować nieco infrastrukturę szpitalną. NIK w 2012 roku skontrolował stan techniczny i sanitarny w 14 szpitalach i w żadnym z nich ich stan nie był zadowalający. O tym, jak jest w mniejszych ośrodkach, opowiada mi dobitnie chorujący na schizofrenię (obecnie w fazie remisji) Marek, jeden z pacjentów otwartego oddziału szpitala przy ul. Sobieskiego: – Tu jest raj. U mnie (małe miasto na wschodzie Polski – dop. red.) to był naprawdę syf: grzyb na ścianie, w zimie brak ogrzewania, personel to jakaś banda chamów i nierobów, a reżim – więzienny. Przemoc była na porządku dziennym. Przecież nikt nie posłucha skarg jakiegoś tam wariata. Na 100 tys. ludzi przypada w Polsce pięciu psychiatrów. To bardzo mało. Ogólna liczba lekarzy tej specjalności w 2015 r. to 3584. Szacuje się, że powinno być ich 7800. Największy niedobór lekarzy psychiatrów odczuwają dzieci i młodzież (powinno być 780 lekarzy, a jest tylko 380). Brakuje też pielęgniarek i terapeutów środowiskowych (10 500, a powinno być 23 400), terapeutów zajęciowych, rehabilitantów (560, a nie 1560), specjalistów i instruktorów terapii uzależnień (608 zamiast 1900).

Najgorszym doświadczeniem w chorobie jest samotność. Społeczeństwo nie ułatwia powrotu. Blisko połowa zatrudnionych po postawieniu diagnozy „schizofrenia” traci pracę. To, jak traktujemy najsłabszych – a z pewnością do nich należą osoby dotknięte kryzysem psychicznym – wiele mówi o naszym społeczeństwie. Jak dotąd – wiele niedobrego. Pora to zmienić.

red. Damian Duszczenko


Artykuł ukazał się w numerze 13/2017 (39) Tygodnika Faktycznie.

Komentarze

komentarze

KOMENTARZE

Ta strona korzysta z plików cookies. Pozostając na niej, wyrażasz zgodę na korzystanie z cookies Czytaj więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close