Katolicka hipokryzja

Katolicka hipokryzja

Polski Kościół nie interesuje się Bogiem, nieskończonością, śmiercią, cierpieniem. Jest zepsuty, niemoralny, skoncentrowany głównie na pieniądzach i władzy. Trudno zresztą tego nie zauważyć, bo kler jest na tyle bezczelny, że ze swoją pazernością specjalnie się nie kryje.

Wywalczył mnóstwo przywilejów od państwa i jawnie z nich korzysta. Mimo to poziom zaufania wobec tej roszczeniowej, zdemoralizowanej instytucji wciąż jest wysoki. Według ostatnich badań CBOS pozytywnie o działalności Kościoła wypowiada się ponad 52 proc. Polaków, a krytykuje ją 35 proc. respondentów.

Cóż więc sprawia, że Polacy tak przychylnie oceniają instytucję, która przez wiele lat ukrywała pedofilów i oszustów finansowych, która ma mnóstwo niczym nieuzasadnionych przywilejów, która żeruje na ludziach biednych i wykluczonych, która obrzydliwie szczuje na feministki, gejów czy ateistów, która w swojej codziennej działalności żywi się nienawiścią, autorytaryzmem, głupotą i agresją?

Otóż Kościół jest dla dużej części społeczeństwa instytucją wygodną. W ciągu ostatnich lat szybko liberalizują się obyczaje, Polacy mają coraz więcej partnerów seksualnych, coraz mniej jest ślubów, coraz więcej par się rozwodzi, coraz więcej dzieci rodzi się poza małżeństwami. Tradycyjna rodzina i związana z nią wizja świata sypią się. Polacy i Polki coraz częściej odchodzą od konserwatywnych wyobrażeń i praktyk, niemniej jednak skutecznie wpojono im do głów, że muszą bronić tradycyjnych wartości, bo bez nich pozostaje tylko nihilizm i upadek ładu społecznego. I choć większość społeczeństwa nie żyje już zgodnie z wartościami katolickimi, to wielu uważa, że trzeba się ich deklaratywnie trzymać.

Dlatego im bardziej Polacy odchodzą od tradycyjnych wartości, tym częściej przypominają o potrzebie obrony ładu społecznego, tradycyjnych ról płciowych czy autorytetów. A o tym wszystkim mówi Kościół, który zarazem daje naszym rodakom rozgrzeszenie. Obywatele rozwodzą się, mają nieślubne dzieci, zdradzają, piją, biorą narkotyki, a Kościół w zamian za deklarowane posłuszeństwo rozgrzesza. Jest to zarazem transakcja wiązana, bo społeczeństwo rozgrzesza kler z jego oszustw i nieprawości, które często są znacznie poważniejsze niż grzechy posłusznych owieczek.Kler więc oczyszcza wiernych z poczucia winy za ich występki, a w zamian oni rozgrzeszają kler, aby tylko utrzymać jego rolę jako strażnika moralności. Wielu Polaków przyzwala na łamanie prawa przez księży, wybacza pedofilię, malwersacje finansowe, radykalny antyfeminizm i homofobię, niechęć do rozwodów i antykoncepcji. Wszystko po to, aby samemu mieć rozgrzeszenie. To cały pakiet hipokryzji, który łączy miliony Polaków katolików z Kościołem.

Wielu Polaków przyzwala na łamanie prawa przez księży, wybacza pedofilię, malwersacje finansowe, radykalny antyfeminizm i homofobię, niechęć do rozwodów i antykoncepcji. Wszystko po to, aby samemu mieć rozgrzeszenie. To cały pakiet hipokryzji, który łączy miliony Polaków katolików z Kościołem.

Hipokryzja jest więc siłą napędową Kościoła. Zarazem Polacy katolicy dokonują niezwykłych sztuczek, aby sobie wmówić, że Kościół jako instytucja jednak zasługuje na szacunek. Nawet w części środowisk świeckich istnieje przekonanie, że nadużycia i patologie Kościoła stanowią deformację jego „prawdziwych”, rzekomo czystych celów i intencji. Wady kleru są traktowane jako nieszkodliwe nadużycia, sprzeczne z głęboko w nim ukrytą istotą religijności. Im bardziej nagłaśnia się skandale i przestępstwa duchownych, w tym jaśniejszym świetle ukazuje się „prawdziwy” Kościół – dobry i uduchowiony, bezinteresownie realizujący swoją misję.

Oczywiście wszystkie te tłumaczenia to bzdury, bo nie istnieje żadne moralnie czyste jądro Kościoła. Oszustwa, chciwość, autorytaryzm, antyfeminizm są w samym centrum przekazu polskiego episkopatu. Polacy powinni przestać się oszukiwać i porzucić złudzenia co do Kościoła. Utrzymują je tylko po to, aby kler rozgrzeszał ich z czynów, które sami przed sobą ukrywają. Najwyższa pora przerwać ten zaklęty krąg, porzucić zakłamaną katolicką moralność, otwarcie zakwestionować tradycyjne wartości, a zarazem samemu ponosić odpowiedzialność za swoje czyny, zamiast szukać rozgrzeszenia u zdemoralizowanych księży.

red. Piotr Szumlewicz


Cały artykuł ukazał się w numerze 15/2017 (41) Tygodnika Faktycznie.

Komentarze

komentarze

KOMENTARZE

Ta strona korzysta z plików cookies. Pozostając na niej, wyrażasz zgodę na korzystanie z cookies Czytaj więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close